no hej kochani... z pewnych konieczności przenoszę bloga na inny adres... Przepraszam za niedogodności z tym związane...
Oto nowy adres:
My Twilight Version
Pozderki ;***
Szukaj na tym blogu
piątek, 6 stycznia 2012
wtorek, 3 stycznia 2012
Rozdział 2
Zanim ruszyliśmy podzieliliśmy się na dwójki. Esme jechałam z Carlisl'em, Alice z niejakim Jasper'em, blondyna z osiłkiem (jak się trochę później dowiedziałam byli to Rosalie i Emmet), a Edward ze mną. Tuż przed wyjazdem proponowano mi małe polowanie, ale odmówiłam. Nie czułam pragnienia, co trochę zdziwiło Carlisle'a. Przez jakis czas jechaliśmy z Ed'em w milczeniu.
- Mogę włączyć radio? - Przerwał ciszę.
- Ehmm... Jasne... - Odpowiedziałam. Chłopak włączył radio. Zapomniałam, że w odtwarzaczu jest moja płyta. Byłam piosenkarką. Poczułam, że gdybym byla człowiekiem to bym się zarumieniła gdy z głośników zabrzmiał mój głos w piosence "Hit the Lights". Jakoś głupio było mi słuchać swoich piosenek w obecności Edwarda, jednak chłopak chyba się w niczym nie zorientował bo nic nie powiedział. Gdy piosenka się skończyła zabrzmiało "Bless Myself", "Run the Town", a na koniec "Belive in me". Odetchnęłam z ulgą gdy dojechaliśmy do mojego domu. Gdy wysiadłam z samochodu zobaczyłam, że Emmett wpatruje się w moją posiadłość z otwartą buzią. Wszyscy na ten widok wybuchnęliśmy śmiechem. Gdy Emm zorientował się, że to z niego się śmiejemy udał obrażonego, ale am się po chwili zaśmiał. Wyciągnęłam z torebki kluczyki od domu i wpuściłam swoich gości do środka. Poszłam do salonu po kluczyki do pokoi gościnnych. Wróciłam do Cullenów i kazałam im pójść za sobą na górę. Podeszłam do pierwszych drzwi, włożyłam klucze do zamka i otworzłam je.
- Ehmm... Jasne... - Odpowiedziałam. Chłopak włączył radio. Zapomniałam, że w odtwarzaczu jest moja płyta. Byłam piosenkarką. Poczułam, że gdybym byla człowiekiem to bym się zarumieniła gdy z głośników zabrzmiał mój głos w piosence "Hit the Lights". Jakoś głupio było mi słuchać swoich piosenek w obecności Edwarda, jednak chłopak chyba się w niczym nie zorientował bo nic nie powiedział. Gdy piosenka się skończyła zabrzmiało "Bless Myself", "Run the Town", a na koniec "Belive in me". Odetchnęłam z ulgą gdy dojechaliśmy do mojego domu. Gdy wysiadłam z samochodu zobaczyłam, że Emmett wpatruje się w moją posiadłość z otwartą buzią. Wszyscy na ten widok wybuchnęliśmy śmiechem. Gdy Emm zorientował się, że to z niego się śmiejemy udał obrażonego, ale am się po chwili zaśmiał. Wyciągnęłam z torebki kluczyki od domu i wpuściłam swoich gości do środka. Poszłam do salonu po kluczyki do pokoi gościnnych. Wróciłam do Cullenów i kazałam im pójść za sobą na górę. Podeszłam do pierwszych drzwi, włożyłam klucze do zamka i otworzłam je.
- To pokój Carlisle i Esme. - Powiedziałam, a oni podziękowali mi i weszli do pokoju, żeby się rozpakować. Zanim pokazałam następne pokoje powiedziałam wszystkim, że każdy ma osobną łazienkę, więc nie będzie z tym problemu. Wskazałam pokój Rose i Emmett'owi, a następnie Alice i Jasper'owi. Na koniec został Edward. Dałam mu pokój, który był naprzeciwko mojego.
- Jakbyś czegoś potrzebował wystarczy zapukać. - Powiedziawszy to puściłam do niego perskie oko i weszłam do pokoju. Postanowiłam wziąć prysznic. Umyłam włosy moim ulubionym truskawkowym szamponem. Zapomniałam wziąć do łazienki czystą bieliznę, więc założyłam szlafrok, który tam wisiał i poszłam do pokoju. Sprawdziłam najpierw komórkę. Miałam jakieś 200 sms-ów i ze 300 nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Sidney. Wysłałam jej sms'a o treści: "Hej Sid, jestem już w domu. Jak chcesz to przyjdź." Nie dostałam odpowiedzi, jednak niespełna minutę później usłyszałam dzwonek do drzwi. Nadal byłam w szlafroku, ale pobiegłam otworzyć. Oczywiście była to moja przyjaciółka.
- Bells, gdzieś ty była?! Czemu nie obierałaś telefonu?! - Russo wyglądała na zmartwioną, a jednocześnie złą...
No drugi rozdział już jest... Trochę krótki, ale zawsze coś ;p ;)
Mam do was dwa pytania:
Jak sądzicie czemu Sidney Russo jest zła na Bellę?
Przenieść bloga na onet?
Na odpowiedzi czekam do jutra popołudnia w komentarzach albo na gg - 4017220
Ten rozdział dedykuję Aśce i Rammstein1311 - moim dwóm pierwszym fankom
niedziela, 1 stycznia 2012
Rozdział 1 - "Przeklęty wieczór" ( cursed evening )
Tego wieczoru rodzice pojechali na kolacje do jakiejś restauracji. Mieli wrócić późno więc się niczym nie przejmowałam. Było kilka minut po dwudziestej drugiej więc włączyłam jeszcze komputer. I pisałam z moją przyjaciółką na gg. Miałam całą chatę dla siebie, a do tego Sidney mieszkała obok. Zaprosiłam ją na nockę. Jej rodzice od razu się zgodzili. Miała być u mnie za jakieś pół godziny. Sprzątnęłam swój pokój. Nie było tego dużo bo zazwyczaj to nie ja to robiłam tylko nasza gosposia, ale akurat dzisiaj wzięła wolne. Czy jestem zadowolona ze swojego życia? Oczywiście, że tak.! Mam wszystko o czym inni ludzie mogą marzyć. Mieszkam w willi, a moi rodzice są bogaci. Nigdy nie miała szlabanu. Rodzice mnie rozpieszczali. Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc pobiegłam otworzyć. Wpuściłam moją przyjaciółkę do środka i powiedziałam, że ma się rozgościć. W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka.
- Tak? słucham...
- Dobry wieczór, czy rozmawiam z Isabellą Swan.
- Tak, a o co chodzi?
- Panno Swan, pani rodzice mieli wypadek samochodowy.
- Co?! - Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież Charlie był takim rozważnym kierowcą.
- Pani rodzice nie żyją. Bardzo panience współczuję.
- Gdzie oni są? - Spytałam roztrzęsiona.
- Są w miejscowym szpitalu.
- Dziękuję za informację, zaraz tam będę. Do widzenia. -Rozłączyłam się.
- Sidney! - Zawołałam. - Muszę pojechać do szpitala moi rodzice mieli wypadek. - Złapałam szybko torebkę i kluczyki od samochodu i wybiegłam z domu. Wsiadłam do auta i przekraczając dozwoloną prędkość pojechałam do szpitala. Zaparkowałam na szpitalnym parkingu i wbiegłam do budynku. Pielęgniarka z recepcji powiedziała mi dokąd mam iść. Gdy tam doszłam zobaczyłam naszą gosposię, była zapłakana. Gdy do niej podeszłam uściskała mnie.
- Tak mi przykro kochanie. Twoi rodzice byli bardzo dobrymi ludźmi. - Też się rozpłakałam. Nie wyobrażałam sobie świata bez rodziców.
- Bella?
Odwróciłam się i zobaczyłam lekarza. Miał blond włosy i bardzo jasną cerę. Rozpoznałam w nim doktora Carlisle'a Cullen'a. Był przyjacielem mojego ojca, a z jego rodziny poznałam tylko jego żonę Esme.
- Doktor Cullen. O co chodzi?
- Bello chciałbym z tobą porozmawiać. - Spojrzałam na gosposię.
- Mógłby pan poczekać z 15 min? Chciałabym odwieźć panią Therese do domu.
- Oczywiście. Będę czekać na ciebie w moim gabinecie.
- Dobrze, dziękuję. - Wyszłyśmy na zewnątrz i wsiadłyśmy do mojego samochodu. Podjechałyśmy pod dom pani Theresy. Odprowadziłam ją pod drzwi.
- Dobre z ciebie dziecko. - Powiedziała. - Rodzice dobrze Cię wychowali.
- Dużo zawdzięczam pani. - Uśmiechnęła się do mnie i pocałowała mnie w policzek.
- Dobranoc słoneczko.
- Dobranoc. - Gosposia weszła do domu, a ja skierowałam się w stronę samochodu. Gdy byłam już przy furtce usłyszałam krzyk kobiety. Szybko zawróciłam i wbiegłam do jej domu. Leżała nie ruchoma na podłodze, a oczy miała nieprzytomne. Uklękłam przy niej by sprawdzić puls, ale wtedy zauważyłam na jej szyi dwie okrągłe ranki, z których wypływała krew. Wystraszona wstałam i cofnęłam się pod ścianę. Nagle usłyszałam śmiech. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam mężczyznę. Miał brąz włosy i jasną cęrę. Taką samą jak Carlisle, jednak to nie był on. Mężczyzna miał długie włosy związane w kucyk.
- Po jakiego diabła to zrobiłeś?! - Krzyknęłam.
- Byłem głodny, a ona nie wyglądała, żeby miała coś przeciwko. - Szturchnął stopą dłoń kobiety. Nie mogąc wytrzymać rzuciłam się na niego, jednak on przygwoździł mnie do ściany. Syknęłam z bólu.
- A tak przy okazji, jestem James - szepnął mi do ucha. Na chwilę zamarł. - Ty suko! Pożałujesz, że sprowadziłaś swoich przyjaciół!
- O kogo Ci chodzi?!
- O Cullenów. - Poczułam jak jego usta dotykają mojej szyi, a potem straszny ból. Pieczenie w gardle było nie do zniesienia. Chciałam zginąć, poczuć ulgę. Zaczęłam krzyczeć, ale po jakimś czasie przestałam bo zrozumiałam, że to i tak nic nie da. Już nie tylko gardło mnie piekło, ale wszystko. Miałam wrażenie, że moje serce ściga się z ogniem, który we mnie płonął. Nie wiem jak długo płonęłam, ale trwało to strasznie długo. W pewnym momencie ogień zaczynał znikać, a serce coraz mniej bić. W końcu nie czułam już bólu, ale serce uderzało w bardzo wolnym tempie. I ono przestało bić. Myślałam, że umarłam. Gdy otworzyłam oczy znajdowałam się w jakimś zupełnie mi nie znanym pokoju. Ściany i sufit były białe, a ja leżałam na jakimś łóżku. Pościel była beżowa. Zamiast jednej ze ścian było wielkie okno. A na reszcie ścian wisiały zdjęcia i jeden obraz. Zdziwiłam się bo te zdjęcia przedstawiały mnie i Charliego oraz Renee.
- Jak nie w niebie to gdzie ja jestem? - Pomyślałam. Do tej pory leżałam więc usiadłam. Zobaczyłam, że w jednym z foteli siedzi jakiś chłopak. Był mniej więcej w moim wieku i nieziemsko przystojny. Jego włosy nie były ani kasztanowe, ani rude tylko coś pomiędzy.
- Gdzie ja jetem?! Co ja tu robię?! - Spytałam chłopaka.
- Uspokój się Bello, zaraz się wszystkiego dowiesz. - Odpowiedział mi.
- Jak mam niby być spokojna?! Skąd znacz moje imię?! I Kim dy do jasnej cholery jesteś?! - Wtedy do pokoju wszedł doktor Culen.
- Bello uspokój się. - Powiedział Carlisle. - To jet mój syn Edward. - Zerknęłam na chłopka
- Dobrze, ale nich mi pan powie gdzie ja jestem?
- Po pierwsze mów mi Carlisle, po drugie jesteś u mnie w domu, w Forks w stanie Waszyngton.
- Ahmm... Co ja tu robię?
- Bello to co Ci teraz powiem to najprawdziwsza prawda. Zostałaś zaatakowana przez mężczyznę, a on Cię ugryzł, prawda?
- No, tak...
- Mężczyzna ten jest wampirem, a to, że Cię ugryzł i nie wypił twojej krwi spowodowało, że też jesteś wampirem. - Patrzyłam na Carlisle'a zszokowana.
- Ale... ale skąd o tym wiesz?
- Widzisz... Moja rodzina i ja... My też jesteśmy wampirami. - Spojrzałam na Edwarda, a potem znów na doktora.
- Bello to co mówię jest najprawdziwszą prawdą.
- No... dobrze, ale gdzie mój samochód?
- Stoi w garażu. - Skinęłam tylko głową i ruszyłam w stronę drzwi.
- Zaraz, dokąd idziesz?
- Chcę jechać do domu...
- Bello... poczekaj chwilę. Pamiętasz, że tamtego wieczoru chciałem jeszcze z tobą porozmawiać?
- Taaak...
- Więc chciałem Ci wtedy zaproponować, żebyś zamieszkała ze mną i moją rodziną.
- Wow... nie wiem co powiedzieć. - Zerknęłam na Edwarda.
- Zgódź się. - powiedział bezgłośnie.
- No dobrze. Z chęcią z wami zamieszkam. - Wtedy do pokoju weszła jakaś dziewczyna.
- Cześć Bello. Jestem Alice. Będziemy najlepszymi przyjaciółkami pod słońcem.
- Alice... - Powiedział Carlisle z przyganą w głosie.
- No co? Miałam wizję. - Spojrzałam na nią zaskoczona. Wizję? Jaką znowu wizję.
- Bello, zaraz Ci to wyjaśnię. - Carlisle próbował pomóc mi to ogarnąć - Widzisz niektóre wampiry mają dodatkowe umiejętności. Alice widzi przyszłość. Jasper potrafi zmanipulować nastrojem, a Edward potrafi czytać w myślach. - Spojrzałam na chłopaka wystraszona.
- Hej, nie patrz tak na mnie. - powiedział - Nie wiem dlaczego, ale akurat twoich myśli nie mogę przeczytać. - Skrzywił się, a ja uśmiechnęłam się triumfalnie.
- A... Ile żyją wampiry. - spytałam prosto z mostu.
- Wieczność. - Odparł Carlisle.
- W... wieczność?
- No tak, jeśli chcą się zabić muszą poprosić innego wampira lub sprowokować Volturi, ale to wyjaśnię Ci później.
- Czy jest coś jeszcze co muszę wiedzieć?
- Tak. Nie możemy pokazywać się na dworze w zbyt słoneczne dni, bo wtedy skóra zaczyna się nam iskrzyć. Chyba nie powiesz, że wtedy nie wyjdzie na jaw kim jesteśmy... A i musisz wiedzieć, że moja rodzina nie poluje na ludzi tylko na zwierzęta. No to już wszystko.
- Rozumiem. W takim razie mogę pojechać po swoje rzeczy i na pogrzeb rodziców?
- Też chciałbym być na ich pogrzebie. Może pojechalibyśmy wszyscy razem? - zwrócił się do swojej, no od teraz też poniekąd mojej rodziny.
- Tak. - Powiedzieli chórem.
- Tak? słucham...
- Dobry wieczór, czy rozmawiam z Isabellą Swan.
- Tak, a o co chodzi?
- Panno Swan, pani rodzice mieli wypadek samochodowy.
- Co?! - Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież Charlie był takim rozważnym kierowcą.
- Pani rodzice nie żyją. Bardzo panience współczuję.
- Gdzie oni są? - Spytałam roztrzęsiona.
- Są w miejscowym szpitalu.
- Dziękuję za informację, zaraz tam będę. Do widzenia. -Rozłączyłam się.
- Sidney! - Zawołałam. - Muszę pojechać do szpitala moi rodzice mieli wypadek. - Złapałam szybko torebkę i kluczyki od samochodu i wybiegłam z domu. Wsiadłam do auta i przekraczając dozwoloną prędkość pojechałam do szpitala. Zaparkowałam na szpitalnym parkingu i wbiegłam do budynku. Pielęgniarka z recepcji powiedziała mi dokąd mam iść. Gdy tam doszłam zobaczyłam naszą gosposię, była zapłakana. Gdy do niej podeszłam uściskała mnie.
- Tak mi przykro kochanie. Twoi rodzice byli bardzo dobrymi ludźmi. - Też się rozpłakałam. Nie wyobrażałam sobie świata bez rodziców.
- Bella?
Odwróciłam się i zobaczyłam lekarza. Miał blond włosy i bardzo jasną cerę. Rozpoznałam w nim doktora Carlisle'a Cullen'a. Był przyjacielem mojego ojca, a z jego rodziny poznałam tylko jego żonę Esme.
- Doktor Cullen. O co chodzi?
- Bello chciałbym z tobą porozmawiać. - Spojrzałam na gosposię.
- Mógłby pan poczekać z 15 min? Chciałabym odwieźć panią Therese do domu.
- Oczywiście. Będę czekać na ciebie w moim gabinecie.
- Dobrze, dziękuję. - Wyszłyśmy na zewnątrz i wsiadłyśmy do mojego samochodu. Podjechałyśmy pod dom pani Theresy. Odprowadziłam ją pod drzwi.
- Dobre z ciebie dziecko. - Powiedziała. - Rodzice dobrze Cię wychowali.
- Dużo zawdzięczam pani. - Uśmiechnęła się do mnie i pocałowała mnie w policzek.
- Dobranoc słoneczko.
- Dobranoc. - Gosposia weszła do domu, a ja skierowałam się w stronę samochodu. Gdy byłam już przy furtce usłyszałam krzyk kobiety. Szybko zawróciłam i wbiegłam do jej domu. Leżała nie ruchoma na podłodze, a oczy miała nieprzytomne. Uklękłam przy niej by sprawdzić puls, ale wtedy zauważyłam na jej szyi dwie okrągłe ranki, z których wypływała krew. Wystraszona wstałam i cofnęłam się pod ścianę. Nagle usłyszałam śmiech. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam mężczyznę. Miał brąz włosy i jasną cęrę. Taką samą jak Carlisle, jednak to nie był on. Mężczyzna miał długie włosy związane w kucyk.
- Po jakiego diabła to zrobiłeś?! - Krzyknęłam.
- Byłem głodny, a ona nie wyglądała, żeby miała coś przeciwko. - Szturchnął stopą dłoń kobiety. Nie mogąc wytrzymać rzuciłam się na niego, jednak on przygwoździł mnie do ściany. Syknęłam z bólu.
- A tak przy okazji, jestem James - szepnął mi do ucha. Na chwilę zamarł. - Ty suko! Pożałujesz, że sprowadziłaś swoich przyjaciół!
- O kogo Ci chodzi?!
- O Cullenów. - Poczułam jak jego usta dotykają mojej szyi, a potem straszny ból. Pieczenie w gardle było nie do zniesienia. Chciałam zginąć, poczuć ulgę. Zaczęłam krzyczeć, ale po jakimś czasie przestałam bo zrozumiałam, że to i tak nic nie da. Już nie tylko gardło mnie piekło, ale wszystko. Miałam wrażenie, że moje serce ściga się z ogniem, który we mnie płonął. Nie wiem jak długo płonęłam, ale trwało to strasznie długo. W pewnym momencie ogień zaczynał znikać, a serce coraz mniej bić. W końcu nie czułam już bólu, ale serce uderzało w bardzo wolnym tempie. I ono przestało bić. Myślałam, że umarłam. Gdy otworzyłam oczy znajdowałam się w jakimś zupełnie mi nie znanym pokoju. Ściany i sufit były białe, a ja leżałam na jakimś łóżku. Pościel była beżowa. Zamiast jednej ze ścian było wielkie okno. A na reszcie ścian wisiały zdjęcia i jeden obraz. Zdziwiłam się bo te zdjęcia przedstawiały mnie i Charliego oraz Renee.
- Jak nie w niebie to gdzie ja jestem? - Pomyślałam. Do tej pory leżałam więc usiadłam. Zobaczyłam, że w jednym z foteli siedzi jakiś chłopak. Był mniej więcej w moim wieku i nieziemsko przystojny. Jego włosy nie były ani kasztanowe, ani rude tylko coś pomiędzy.
- Gdzie ja jetem?! Co ja tu robię?! - Spytałam chłopaka.
- Uspokój się Bello, zaraz się wszystkiego dowiesz. - Odpowiedział mi.
- Jak mam niby być spokojna?! Skąd znacz moje imię?! I Kim dy do jasnej cholery jesteś?! - Wtedy do pokoju wszedł doktor Culen.
- Bello uspokój się. - Powiedział Carlisle. - To jet mój syn Edward. - Zerknęłam na chłopka
- Dobrze, ale nich mi pan powie gdzie ja jestem?
- Po pierwsze mów mi Carlisle, po drugie jesteś u mnie w domu, w Forks w stanie Waszyngton.
- Ahmm... Co ja tu robię?
- Bello to co Ci teraz powiem to najprawdziwsza prawda. Zostałaś zaatakowana przez mężczyznę, a on Cię ugryzł, prawda?
- No, tak...
- Mężczyzna ten jest wampirem, a to, że Cię ugryzł i nie wypił twojej krwi spowodowało, że też jesteś wampirem. - Patrzyłam na Carlisle'a zszokowana.
- Ale... ale skąd o tym wiesz?
- Widzisz... Moja rodzina i ja... My też jesteśmy wampirami. - Spojrzałam na Edwarda, a potem znów na doktora.
- Bello to co mówię jest najprawdziwszą prawdą.
- No... dobrze, ale gdzie mój samochód?
- Stoi w garażu. - Skinęłam tylko głową i ruszyłam w stronę drzwi.
- Zaraz, dokąd idziesz?
- Chcę jechać do domu...
- Bello... poczekaj chwilę. Pamiętasz, że tamtego wieczoru chciałem jeszcze z tobą porozmawiać?
- Taaak...
- Więc chciałem Ci wtedy zaproponować, żebyś zamieszkała ze mną i moją rodziną.
- Wow... nie wiem co powiedzieć. - Zerknęłam na Edwarda.
- Zgódź się. - powiedział bezgłośnie.
- No dobrze. Z chęcią z wami zamieszkam. - Wtedy do pokoju weszła jakaś dziewczyna.
- Cześć Bello. Jestem Alice. Będziemy najlepszymi przyjaciółkami pod słońcem.
- Alice... - Powiedział Carlisle z przyganą w głosie.
- No co? Miałam wizję. - Spojrzałam na nią zaskoczona. Wizję? Jaką znowu wizję.
- Bello, zaraz Ci to wyjaśnię. - Carlisle próbował pomóc mi to ogarnąć - Widzisz niektóre wampiry mają dodatkowe umiejętności. Alice widzi przyszłość. Jasper potrafi zmanipulować nastrojem, a Edward potrafi czytać w myślach. - Spojrzałam na chłopaka wystraszona.
- Hej, nie patrz tak na mnie. - powiedział - Nie wiem dlaczego, ale akurat twoich myśli nie mogę przeczytać. - Skrzywił się, a ja uśmiechnęłam się triumfalnie.
- A... Ile żyją wampiry. - spytałam prosto z mostu.
- Wieczność. - Odparł Carlisle.
- W... wieczność?
- No tak, jeśli chcą się zabić muszą poprosić innego wampira lub sprowokować Volturi, ale to wyjaśnię Ci później.
- Czy jest coś jeszcze co muszę wiedzieć?
- Tak. Nie możemy pokazywać się na dworze w zbyt słoneczne dni, bo wtedy skóra zaczyna się nam iskrzyć. Chyba nie powiesz, że wtedy nie wyjdzie na jaw kim jesteśmy... A i musisz wiedzieć, że moja rodzina nie poluje na ludzi tylko na zwierzęta. No to już wszystko.
- Rozumiem. W takim razie mogę pojechać po swoje rzeczy i na pogrzeb rodziców?
- Też chciałbym być na ich pogrzebie. Może pojechalibyśmy wszyscy razem? - zwrócił się do swojej, no od teraz też poniekąd mojej rodziny.
- Tak. - Powiedzieli chórem.
- Bello, moglibyśmy zatrzymać się w twoim domu?
- Oczywiście, że tak. Bierzcie co potrzebujecie i jedziemy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
